„Próbowano mnie zdyskredytować”, artykuł Bartosza Lipińskiego

Rozmowa z Dariuszem Szkiłądziem, który w poprzedniej kadencji był kierownikiem w wydziale edukacji i sportu urzędu miasta. Rozmawialiśmy o sytuacji w naszej oświacie.

Proszę powiedzieć, czy w okresie pełnienia przez pana funkcji kierownika wydziału edukacji i sportu w urzędzie miasta naszą oświatą rządził strach?

-Bardzo niepokoją mnie ostatnie słowa zastępcy burmistrza Filipa Chodkiewicza, który próbuje powrócić do retoryki stosowanej przed ponad rokiem w kampanii wyborczej przez Mirosława Karolczuka. Panowie próbowali i nadal próbują wmanipulować moją osobę w historie rzekomo związane ze strachem. Rozumiem, że dziś może wynikać to z emocjonalnych problemów pana Chodkiewicza, albo ze strachu przede mną, bo ciągle uważa mnie za politycznego konkurenta. Z tego wynikają ostatnie próby zdyskredytowania mnie na forum publicznym. Jeżeli chodzi o okres kierowania przeze mną miejską oświatą mogę przyznać, że zawsze byłem wymagającym szefem. Nieporozumienia mogły dotyczyć tylko tych dyrektorów, którzy w sposób świadomy lub nieświadomy łamali przepisy prawa, bądź nie wykonywali z należytą starannością swoich obowiązków. Dotyczyły one spraw związanych z zarządzaniem i narażaniem podatników na setki tysięcy złotych straty. Te błędy zostały obnażone i wyeliminowane. Dokumenty potwierdzające ten stan znajdują się w wydziale edukacji i sportu, są dostępne władzom miasta. Być może część z tych osób w jakiś sposób odczuwała dyskomfort, że inne błędne decyzje zostaną obnażone. Tym dyrektorom zostały obniżone dodatki motywacyjne, ale zostało to zrobione w majestacie prawa i z uzasadnieniem. Każdy z nich wiedział czym spowodowana była ta decyzja, było to jasne oraz transparentne. Natomiast większość dyrektorów to bardzo kompetentni i rzetelnie pracujący fachowcy i dla mnie współpraca z nimi była przyjemnością.

Insynuacje obecnych włodarzy, że rozsiewałem strach zostały zdementowane przez dyrektorów. Panie dyrektorki publicznie oświadczyły, że absolutnie nic takiego nie miało miejsca. Próbowano mnie zdyskredytować z przyczyn stricte politycznych za wspólny start z Wojciechem Walulikiem z listy „Dobry Wybór”, dlatego poszedłem z tą sprawą do sądu. Wbrew temu, co mówi aktualnie pan Chodkiewicz, sąd nie potwierdził, że szerzyłem jakikolwiek strach. Sąd uznał jedynie, że w okresie kampanii wyborczej krytyka polityczna mojej osoby przez oponentów była dopuszczalna. Pan Chodkiewicz manipuluje faktami w sposób świadomy, bo chce zbić na tym kapitał polityczny.

Czy będąc kierownikiem miejskiej oświaty próbował pan wprowadzić politykę do naszych placówek? Nasze Miasto zapowiadało, że należy skończyć z polityką w szkołach.

-Polityka w szkołach była, jest i będzie. Oczywiście nie mówię tu o polityce partyjnej, bo w takim rozumieniu nigdy jej za moich czasów nie było. Nigdy nie promowałem w ramach pracy zawodowej jakichkolwiek ugrupowań i nie rozdawałem nikomu ulotek wyborczych. Natomiast była polityka oświatowa i nie ma w tym niczego dziwnego. Taką politykę kreują dyrektorzy, ale również organ prowadzący. Nasza polityka pod tym względem nacechowana była jawnością i przejrzystością. Moją kadencję na funkcji kierownika rozpocząłem od przygotowania raportu, w którym dokonałem gruntownej analizy sytuacji w oświacie jaką zastałem. Pracowałem nad nim przez cztery miesiące, skupiłem się na aspektach merytorycznych, ale również np. na tym, jakie są generowane koszty. Na bazie tego raportu kształtowaliśmy politykę oświatową, czego efektem było wiele sukcesów. Wszystkie istotne decyzje były konsultowane z radnymi. Nie mam się czego wstydzić. Za moich czasów w budżecie udało się zatrzymać dużo pieniędzy z uszczelnienia oświatowego, mówię o 4,5 mln zł. Zrealizowano projekty unijne na kwotę ok. 3 mln zł, wykonano spektakularne remonty m.in. Szkoły Podstawowej nr 2, Żłobka nr 1, przeniesiono Przedszkole nr 6 do nowej siedziby na Mickiewicza, zorganizowano miejską stołówkę wydającą ok. 1000 obiadów dziennie uczniom i najuboższym dzieciom w ramach pomocy z MOPS za kwotę 3,50 zł od dziecka dziennie. Pierwszą moją decyzją była zmiana regulaminu wynagradzania i podniesienie dodatków funkcyjnych dla dyrektorów. Radykalnie z 20 do 50 procent wzrosły również dodatki motywacyjne kierownikom placówek oświatowych.

Oczywiście ostateczne decyzje podejmował pan burmistrz Wojciech Walulik, ale wszystko było transparentne. Bez trudu mogliśmy wytłumaczyć się, dlaczego jedna z dyrektorek ma taki dodatek, a druga inny. Nawet moi wcześniejsi adwersarze, którzy prowadzili szkoły mieli wysokie uposażenie w dodatkach funkcyjnych i motywacyjnych. Starałem się oceniać ich pracę na postawie włożonego przez nich wkładu i jego efektów. Dodatek funkcyjny podnieśliśmy dla wszystkich, był on uzależniony od wielkości placówki. Dyrektor dużej szkoły nie mógł zarabiać tyle samo bądź mniej, co dyrektor kilkuoddziałowego przedszkola. Przypomnę, że w okresie mojej kadencji podniesiono także możliwości wynagradzania nauczycieli. Musiałem się gęsto tłumaczyć przed radnymi za to, że podnieśliśmy dodatki motywacyjne nauczycielom, ale dyrektorzy i pedagodzy byli zadowoleni.

Jak ocenia pan realizowaną dzisiaj przez organ prowadzący politykę miejską w oświacie?

-Przede wszystkim w polityce miejskiej widzę dziś dramatyczny wzrost kosztów związanych z utrzymaniem przedszkoli niepublicznych. Ta kwota rośnie lawinowo i o ile wiem z przekazów, na przestrzeni tej kadencji wzrośnie do ponad 21 mln zł. Tyle środków trafi do przedsiębiorców prowadzących prywatne przedszkola. Część z przedsiębiorców, którzy biorą duże dotacje nie ma własnych budynków czy pomieszczeń lecz je wydzierżawia. Dostają milionowe dotacje nie inwestując w to miasto. Jest to ewidentny przykład polityki oświatowej realizowanej przez obecnie rządzących w Augustowie. Radni powinni się zastanowić, że jeżeli miasto wyda taką kwotą w ciągu tej kadencji, to czy nie warto pomyśleć o jednym lub dwóch dodatkowych budynkach przedszkoli publicznych. Mogłyby trafić do nich augustowskie dzieci, a pieczę nad nimi objęłoby miasto. Zgodnie z ustawą o systemie oświaty miasto jest odpowiedzialne za placówki publiczne, nie za oświatę prywatną. Nie jestem przeciwny niepublicznym placówkom, ale jak istnieją takie dane, że przeznaczy się na nie ponad 21 mln zł, to trzeba bardzo głęboko się nad tym zastanowić. Na jeszcze jedną kwestię należy zwrócić uwagę. Jeżeli przedsiębiorca z różnych powodów zrezygnuje z działalności, to gdzie trafią wtedy stamtąd dzieci? Na to pytanie powinni odpowiedzieć sobie rajcy miejscy. Drugim bardzo ważnym aspektem jest demotywująca polityka w stosunku do dyrektorów szkół i przedszkoli, która z pewnością zaowocuje zawirowaniami kadrowymi w oświacie a to przełoży się na jakość pracy szkół i przedszkoli.

Niedawno były burmistrz Wojciech Walulik poruszył w interpelacji sprawy oświatowe i był zaniepokojony tym, że części dyrektorom obniżono dodatki funkcyjne i motywacyjne. Z przedstawionych przez niego informacji wynikało, że niektórym osobom kierującym placówkami w mieście widocznie obniżono uposażenia. Podziela pan niepokój Walulika?

-Uważam, że powinno być to przede wszystkim transparentne. Jeżeli ktoś zdejmuje komuś dodatek, musi mieć ku temu powód. Dyrektorzy powinni poznać uzasadnienie podjętych wobec nich decyzji. Powinno się określić czy były skargi na danego dyrektora, czy nie wywiązywał się ze swoich obowiązków, itd. Z tego co przekazał mi pan Walulik wiem, że zadał takie pytanie panu burmistrzowi. Nikt nie krytykuje włodarzy za zdjęcie dodatków, ale pytaniem jest czy wynikało to z oceny merytorycznej pracy dyrektorów. Dodatki do wynagrodzenia nie są objęte tajemnicą i nie jest to jak twierdzi pan Chodkiewicz awantura o cudze pieniądze, lecz są to środki przyznawane z naszych podatków, dlatego należy wyjaśnić skąd wzięły się konkretne decyzje. Brak odpowiedzi zaczyna wzbudzać niepokój, ponieważ w taki sposób rządzą autokraci. W dyktaturze karze się osoby za coś, czego nie popełniły. Obniżenie uposażeń jest swoistą karą. Chcąc uniknąć takich podejrzeń pan burmistrz powinien to nam podatnikom wytłumaczyć i podać przykłady konkretnych naruszeń. Przecież bez tej wiedzy nawet zainteresowani nie będą mogli naprawić swoich błędów.

Z czego pana zdaniem może wynikać ta sytuacja, o której poinformował radny Walulik?

-Tego nie wiem. Jeśli jednak burmistrz nie udzieli jasnej odpowiedzi w tej sprawie, to dla mnie najprostszym skojarzeniem będą pobudki pozamerytoryczne. Chyba dziełem przypadku nie jest to, że obniżono dodatki dyrektorom, którzy wystąpili na konferencji prasowej w mojej obronie. Nie zrobili tego wtedy w sposób polityczny, ale w obronie prawdy. Ich postawa wynikała z tego, że w stosunku do mnie posłużono się oszczerstwem. Jako kierownik spotykałem się z dyrektorami przynajmniej raz w miesiącu a czasami jeszcze częściej. Nasze spotkania nie miały związku z knuciem przeciwko komukolwiek, lecz rozmawialiśmy o oświacie. Wszystkie nasze rozmowy były protokołowane, na każdym spotkaniu był pracownik urzędu miasta. Można po tę dokumentację sięgnąć i samemu ocenić. Chciałbym wiedzieć ile takich spotkań odbywa się teraz w sprawach oświatowych, w jaki sposób są instruowane osoby kierujące szkołami i przedszkolami oraz jakie wsparcie otrzymują z organu prowadzącego.

Jako dyrektor szkoły współpracowałem z kilkoma burmistrzami i nigdy nie zdarzyło się tak, by któryś z nich obniżył mi wynagrodzenie. Z pewnością gdyby chcieli to zrobić, potrafiliby mi to uzasadnić. Mimo, że nie zawsze byliśmy ludźmi o tych samych poglądach, byłem przez nich traktowany w sposób sprawiedliwy. Dziś widzimy np., że dużo wyższy dodatek motywacyjny otrzymała pani, która startowała w ubiegłorocznych wyborach z list komitetu Nasze Miasto. Chcemy poznać powody tej sytuacji, abyśmy wszyscy mogli później złożyć tej pani gratulacje. Panuje cisza, miasto nie chce pochwalić się sukcesem jednej z dyrektorek z 50 proc. dodatkiem motywacyjnym i dodatkiem funkcyjnym różniącym się o 100 zł od dyrektor mającej w swojej placówce nieporównywalnie więcej oddziałów. To sprawa niezmiernie trudna do zrozumienia, dlatego wymaga wyjaśnienia.

Jak ocenia pan rzeczywistość, w której dyrektorzy na liście płac w swoich placówkach plasują się na dalszych miejscach i ustępują pod tym względem swoim pracownikom?

-Niedawno w celach zawodowych odwiedziłem Austrię. Jeszcze bardziej mogłem utwierdzić się w przekonaniu jak istotny w demokratycznych państwach Europy Zachodniej jest aspekt motywacyjny. Ponadto musi być rzetelny, przejrzysty i zrozumiały dla każdego, żeby spełniał swoją funkcję. Myślę, że nie do pomyślenia w każdej instytucji jest to, żeby kierownik zakładu pracy zarabiał mniej niż szeregowy pracownik. Taki stan powinien wywołać pewne refleksje u urzędującego burmistrza i jego zastępcy. Jeśli dyrektor szkoły zatrudniającej dzisiaj kilkunastu pracowników znajduje się na 8 miejscu listy wynagrodzeń, to świadczy o dosyć niezrozumiałej sytuacji. Zbliżają się konkursy na dyrektorów. Nurtuje mnie co się stanie, kiedy będzie trzeba taki konkurs ogłosić. Nie wiem czy panowie burmistrzowie wiedzą o tym, że po ulicach nie chodzą fachowcy. Na pracę na stanowisku dyrektorskim trzeba ciężko zapracować wiedzą, umiejętnościami, znajomością prawa. Jeżeli chcemy mieć dobrą jakość w oświacie, musimy pielęgnować ludzi pełniących funkcje, którzy potwierdzili swoje kompetencje latami swojej ciężkiej pracy, bo oni są motorem napędowym dla instytucji którymi kierują. Podnoszą jakość pracy i poprzeczkę związaną z kształceniem uczniów. Każdemu rodzicowi zależy na tym, by jego dziecko miało zapewnioną dobrą edukację. Powstaje pytanie czy dyrektor, który znajduje się w drugiej połowie listy płac będzie działał efektywnie, będąc zmotywowanym do pracy. Przysłuchiwałem się sesji rady miejskiej, gdy była dyskusja nad zmianą regulaminu wynagradzania. Pan burmistrz Chodkiewicz przekonywał zebranych na sesji radnych i mieszkańców, że obniżenie dolnej granicy widełek dodatku motywacyjnego do zera jest motywujące. Jest to sytuacja kuriozalna, że ktoś może stawiać tego typu tezy. Motywowanie w dół jest ciekawe, tak samo jak inne sytuacje z udziałem tego pana.

Co dokładnie ma pan teraz na myśli?

-Pamiętam jak pan Chodkiewicz stał na schodach augustowskiego sądu twierdząc, że zmiany w sądownictwie wprowadzane przez PiS są bardzo niekorzystnym rozwiązaniem społecznym i zaprzeczeniem demokracji. Później ten sam człowiek zawarł koalicję z PiS w radzie miejskiej. W kwietniu bieżącego roku odbywały się w Augustowie uroczystości 9 rocznicy katastrofy smoleńskiej, poczty sztandarowe ze szkół miejskich nie wzięły w nich udziału. Pan Chodkiewicz tłumaczył później, że nie było zakazu, ale nie było też nakazu ze strony organu prowadzącego. W międzyczasie było weryfikowanie list zapraszanych przez dyrektorów gości na różnego rodzaju ceremonie. Takich sytuacji można wymienić więcej. One są bardzo dziwne, dlatego przed rokiem postanowiłem, że odejdę z urzędu miasta razem z panem Walulikiem, bo z obecnymi włodarzami dzieli mnie przepaść i tych różnic nie da się pogodzić. Aktualnie uważam, że podjąłem wówczas jedyną możliwą, ale również bardzo słuszną decyzję.

Dziękuję za rozmowę.

*Artykuł ukazał się w 45/2019 numerze „Przeglądu Powiatowego”.

Opublikowano za zgodą redaktora naczelnego „Przeglądu Powiatowego”

|Bart.

Zostaw komentarz

Twój adres e mail nie zostanie opublikowany