PO WEJŚCIU ZIMĄ W SPODENKACH NA ŚNIEŻKĘ, TERAZ 11M POD LODEM. BARTEK OSIĄGA KOLEJNY SWÓJ CEL

Autor / 1 miesiąc temu / Czytelnicy piszą / Komentarze

Mowa o młodym augustowianinie Bartku Wiśniewskim, który tym razem opowiada o kolejnym pokonywaniu barier, które sam sobie wyznacza. Barier i celów które są małą składową w dążeniu do tego najważniejszego w tym etapie jego życia. Jakiego? W tej chwili to jego tajemnica. Nam opowiada o elementach do niego prowadzącej. Oto kolejne zimowe opowiadanie Bartka Wiśniewskiego.

Do tego „wyczynu” miałem mieszane uczucia, szczerze chciałem tego bardzo a jednocześnie bałem się. Nawet nie mówiłem o tym nikomu z mojej rodziny:) Pływanie w tak zimnej wodzie, to nie jest pływanie w basenie. Mogłoby się wydawać, że każdy bez problemu przepłynie te 15m. W zimnej wodzie szczególnie głowa/mózg daje ewidentnie znaki, żeby jak najszybciej wynurzyć się. Jest to jakiś rodzaj bólu dla głowy?

Im bliżej dnia próby, tym bardziej zjadał mnie stres. Przygotowałem się do przepłynięcia pod lodem biorąc codzienne lodowate prysznice na głowę około 30 sek. aż czułem ból głowy i przestawałem. Pływałem pod wodą w kanale Augustowskim 3 razy w tygodniu. Wstrzymanie oddechu ćwicząc oddychanie metoda Wim Hofa (mimo że w zimnej wodzie czas płynie inaczej)😉

Podszedłem do tego bardzo rozważnie. Byłem u lekarza, który stwierdził, że mogę nurkować. Poprosiłem o pomoc chłopaków z Bazy Nurków Cn. Adriatic Augustów Hańcza. To oni rozbili dla mnie dwa przeręble i przywiązali mi linę na plecy i asekurowali. Jeden z nich był w tym czasie pod wodą. Miałem czepek (który chyba nic nie dawał, może jedynie dla psychiki) 😉, okulary i skarpety neoprenowe.

Wchodzę do przerębla przygotowuje ciało do zimna. Oddechy, pierwsze zanurzenie głowy i myślę – o cholera, jak ciemno nic nie widać. Chwilowa walka z samym sobą i chlup, płynę. Nic nie widzę, nawet nie patrzę na linę obok. Nie widzę nurka – po prostu płynę jestem tu i teraz, zero myśli poza jedną, żeby przetrwać.

Płynę, walę głową w lód. Myślę, gdzie jest ta dziura i płynę dalej. Oddech jest coraz cięższy. Raptem widzę rękę! Wyciągam swoją i nurek podciąga mnie do góry.

Wielki szok, tak skacze adrenalina że nawet nie słyszałem oklasków. Szczęśliwy usiadłem na lodzie.

Dałem radę! Jestem ICEMAN 🙂

Teraz cóż? Zima się kończy, ale dalej będę brał zimne prysznice, ćwiczył yogę i na wiosnę robił kondycję, aby wejść zimą na Babia Górę 😊

Bartek.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany. Wymagane pola zaznaczone są. *