„ZAWSZE OBRACAŁEM SIĘ WŚRÓD RODZINNYCH I LOKALNYCH WSPOMNIEŃ”. STARE POCZTÓWKI Z KOLEKCJI MACIEJA PIETRZAKA

Autor / 2 miesiące temu / KULTURA I OŚWIATA / Komentarze
pocztówka z kolekcji p. Macieja Pietrzaka

Z dużą przyjemnością publikujemy na naszym portali kolejny artykuł, który otrzymaliśmy w ramach naszej współpracy z Klubem Augustowian i Suwalczan w Warszawie. Tym razem jest to wywiad z Maciejem Pietrzakiem. Z Panem Maciejem rozmawiali, Bogdan Falicki i Ewa Łukaszewicz. Co było tematem ich rozmowy i dlaczego osoba Pana Macieja Pietrzak wzbudziła ich zainteresowanie, dowiecie się z lektury tego artykułu. (red. |Bart.)

Pytanie pierwsze:

Pochodzisz z bardzo zasłużonej dla historii Augustowa rodziny. Twój pradziadek(?) znał na pamięć Pana Tadeusza a inny przodek ks. Stanisław Szczęsnowicz był posłem do Sejmu Ustawodawczego i został upamiętniony tablicą w Bazylice Augustowskiej. Ty kultywujesz historię miasta na swój bardzo oryginalny sposób. Dlaczego właśnie pocztówki?

Odp. na pytanie pierwsze:

Dla ścisłości: Szczęsnowicz, który znał Pana Tadeusza to mój prapradziadek Antoni a ksiądz poseł Stanisław to jego brat. Praktycznie cała rodzina ze strony Matki to augustowiacy, rodzina była tu chyba od zawsze. Po najazdach tatarskich w XVII wieku burmistrzem był Maciej Zaskowski. Pokrewieństwa nie jestem w stanie dociec, jest to raczej legenda rodzinna (tak jak i ten Pan Tadeusz, którego znajomości na pamięć w całości nijak nie jestem sobie w stanie wyobrazić). Jeśli to niejasne, to Maciej Zaskowski istniał naprawdę, tylko nie umiem wykazać pokrewieństwa. Po tym Zaskowskim odziedziczyłem imię.

Pamiątek rodzinnych niewiele u nas ocalało. Ale zawsze obracałem się wśród rodzinnych lokalnych wspomnień i opowieści, przez co czułem się bardzo „tutejszy”. A zbierałem rzeczy przeróżne, może to wpływ Ojca, zapalonego filatelisty. Wszystko to połączyło się w te miejscowe pocztówki, gdy odkryłem, jak wielu miejsc w sumie nie znam, choć przedstawiają nie aż tak odległą przeszłość.

Pytanie drugie: 

Dla osób – takich, jak ja – podziwiających kolekcję i dla wszystkich czytających nasz wywiad może być interesujące, jak kolekcja powstawała. Proponuję byś teraz opowiedział, jak dotarła do Ciebie pierwsza pocztówka i jak było z tą, którą posiadłeś ostatnio? Myślę, że to może dać wyobrażenie, w jaki sposób powiększa się kolekcja.

Odp. na pytanie drugie:

Pierwsza pocztówka była w naszym domu od zawsze (mówiłem o tym w poprzednim wywiadzie). Przedstawia nasz parafialny kościół, obecnie bazylikę i chyba właśnie przez parafię była sprzedawana za wczesnej niepodległości dla poprawy finansów parafii. Ale cóż, to znowu tylko domysły.

Z ostatnią jest w ogóle ciekawa sprawa. Kupił ją trochę z nudów Polak pracujący w Niemczech na tamtejszych starociach, po czym wystawił ją dość niedrogo na portalu internetowym. Jest to wczesna wersja Rotsztejnowej „stumetrówy”. (W słynnym albumie Rotsztejna jest późniejsza odbitka na str.134-135.) Przyjmuje się, że nasz najbardziej doceniony fotograf zaczął pracę w Augustowie w 1925 r. a jego pocztówki pojawiły się 1927 r. i później. A ta moja ma dedykację z marca 1925 r. Wszystko trzeba przesunąć do 1924r, bo to fotografia z lata (na drzewach są liście, więc to na pewno nie marzec). Mam teraz taką zagwozdkę, a przy okazji mam i nowego znajomego, który obiecuje szukać dalej, już z myślą o mnie.

Pytanie trzecie:

Z moich obserwacji uczestnika fanpage’a „Augustów w starej pocztówce” wnioskuję, że po zawodowym fotografie Judelu Rotsztejnie, który miał pracownię na rynku noszącym dziś imię Zygmunta Augusta, drugą firmą w Augustowie przedwojennym zajmującą się produkcją i sprzedażą pocztówek tamtego Augustowa była firma Krzywińskich. Ile masz pocztówek z ich znakiem i jakbyś scharakteryzował ich działalność w dziedzinie pocztówek?

Odp. na pytanie trzecie:

Jeśli chodzi o ilość, to drugi po Rotsztejnie był chyba A. (Abram?)  Dołowicz. Oni obaj, podobnie jak Sz. Lewinson wykonywali pocztówki fotograficzne. Mieli swoje zakłady, a w jakimś tam wolnym czasie wychodzili ze swoim sprzętem fotografować okolicę. Zdjęcia sami wywoływali, te pocztówki były w całości ich wytworem.

Antoni i Aleksander Krzywińscy to trochę inna bajka. Mieli księgarnię przy ul. 3-go Maja 62.  U Krzywińskich Antoni był szefem firmy, choć nie wiem czy było to jakoś zapisane czy tylko tak się rodzina umówiła. A. Krzywiński jako sygnatura pocztówek odnosi się do Antoniego nie do Aleksandra. W sprzedaży mieli m.in. pocztówki sygnowane A. Krzywiński, ale w procesie produkcji ich rola była raczej organizacyjna.

Początkowo korzystali z negatywów Rotsztejna, tworząc podkolorowane wersje jego widoczków. W latach 30-tych korzystali z usług fotografów spoza miasta, ale sami fotografią raczej się nie zajmowali. Posiadali drukarnię, ale akurat wykonanie pocztówek zlecali początkowo firmie „Akropol” z Krakowa, potem Drukarni Świętego Wojciecha w Poznaniu. Asortymentu nie da się porównać choćby do Rotsztejna. Posiadam ok. 10 pocztówek i myślę, że jestem gdzieś w połowie. Ale oczywiście temat nie jest skatalogowany i może mnie coś jeszcze zaskoczy. Na pewno nie wiem wszystkiego.

Pytanie czwarte:

Jest w Augustowie i w regionie kilku kolekcjonerów w podobnej tematyce jak Twoja.

Jak wyglądają wasze wzajemne relacje? Wymieniacie się, handlujecie, licytujecie ostro, kto ma zdobyć nowość, czyli staroć, która pojawiła się w sieci? Bo na pewno znacie się wszyscy nawzajem i każdy wie, co kto posiada w kolekcji. Odwiedzacie się?

Odp. na pytanie czwarte:

Idealne stosunki panują ponoć u miłośników kolei. Wszyscy zgodnie jadą na pokazy starych parowozów, robią zdjęcia i umawiają się na kolejne spotkanie. Nikomu jednak nie marzy się lokomotywa na własność, chyba to nierealne w polskich warunkach.

Wśród kolekcjonerów pocztówek nigdy nie było tak idealnie. Ostre licytacje i pilne strzeżenie „źródełek” jest raczej normą, jednak kontakty i wymiany też do rzadkości nie należą. Musimy się nawzajem tolerować, choć pewnie każdy wolałby być monopolistą. Jestem przekonany, że gdyby powstawało jakieś wydawnictwo, każdy udostępniłby to, czego inni nie mają. Tak zresztą było np. w przypadku książki nt. J. Rotsztejna.

Pytanie piąte:

Żyjemy w świecie obrazów, emotikonów, znaków graficznych, książka jest w defensywie. Twoja kolekcja należy do świata obrazów, do których dołączasz swój komentarz. Gdzie prezentujesz swoje zbiory? Na spotkaniach z zainteresowanymi, w klubach kultury, w szkołach (znakomite lekcje z historii Augustowa mógłbyś prowadzić), w prasie, w internecie, na fejsbuku? Masz o wiele większe szanse przebić się do świadomości młodego pokolenia niż najciekawszy tekstowy przewodnik po mieście i okolicach.

Odp. na pytanie piąte:

Słusznie zauważyłeś Bogdanie: Wy żyjecie dziś, ja mentalnie jestem w świecie sprzed 100 lat i tych wszystkich „bajerów” nie używam, jeśli naprawdę nie muszę. Działalność oświatowa też mnie w jakiś sposób przeraża. Kolekcja istnieje raczej dla mojej własnej satysfakcji i nie jest chyba czymś zupełnie wyjątkowym w naszym miasteczku. Oczywiście, udostępniam ją każdemu, kto wyrazi taką chęć (m.in. naszemu muzeum udostępniam do skopiowania wszystko, co nowe i ciekawe). Interesująca jest raczej dla ludzi starszych. Może to ich sentymenty, a może trzeba do tego „dorosnąć”. W każdym razie przebijanie się do świadomości młodego pokolenia to już zupełnie nie moja rola.

Bogdan Falicki

Ewa Łukaszewicz –

Klub Augustowian i Suwalczan w Warszawie

Zdjęcia pocztówek wykonał u kolekcjonera Leszek Repke Rzepnicki

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany. Wymagane pola zaznaczone są. *

Skip to content